Ekumenizm cz.1

3 kwiecień 2008, 20:20

Fot. Mileusna
Ostatnie lata obfitują w ekumeniczne wydarzenia. Najbardziej chyba znanym jest ostatni pobyt papieża w muzułmańskim meczecie w Stambule w Turcji.
Muzułmanie rozanieleni, katolicy rozanieleni. Wydawało by się, że wszystko gra. Papież wszedł w skarpetach, modlił się, wymienił prezentami. Nic nie budzi niczyich podejrzeń.
Prasa rozpisuje się, że „nawiązał kontakt między dwoma największymi religiami świata”. Temu owszem, trudno zaprzeczyć bo kontakt nawiązał. Słychać też było, że te dwie religie zbliżyły się do siebie jak nigdy dotąd.
Do kogo modlił się wtedy papież a do kogo muzułmanie? Na czym polega tak naprawdę ekumenizm? Co jest jego głównym celem? Na czym dokładnie polega zbliżenie religii?
Takich pytań w głowie każdego myślącego powinno zrodzić się więcej.
Teoretycznie ekumenizm powinien być dialogiem między religiami. To oczywista niedorzeczność, bo żeby religie się dogadały, to muszą pójść wcześniej na jakieś kompromisy. Główną częścią takiego kompromisu są ustępstwa w doktrynach i dogmatach religijnych. O tym kto popuszcza w stronę kogo decyduje religia silniejsza. Oczywiście nie zawsze tak jest, ale mniej więcej tak przedstawia się rzeczywistość.
W kręgach ekumenicznych popularne jest stwierdzenie „Nie skupiajmy się na tym co nas dzieli, ale na tym co nas łączy”, a uczestnicy postępują dokładnie według niego. Przypomina to polityczne negocjacje jak przy okrągłym stole. Przywódcy religijni próbują znaleźć wspólne poletko, w którym każdy miałby swoje doktryny, a jednocześnie nie kolidowały by one z doktrynami innych religii. To jasne, że takie coś nie będzie nigdy możliwe. Chyba że słabi zrezygnują ze swoich nauk na poczet nauk mocarzy. Prym wśród mocnych religii wiedzie katolicyzm ze swoją pazerną i agresywną polityką religijną i pcha się ze swoimi naukami do „wspólnego poletka” . Na tym właśnie polega ekumenizm w wydaniu katolickim- „Ekumenizm tak, ale pod przewodnictwem papieża” i inne podobne zagrywki.
Na nieszczęście i moje wielkie ubolewanie w ruch ekumeniczny zaangażowane są kościoły mieniące się być chrześcijańskimi, m.in. Kościół Chrześcijan Baptystów RP i Kościół Zielonoświątkowy. Inne mniejsze też maczają w tym palce.
Ja tego po prostu nie pojmuję jak oni mogą np. mieć kazanie pastora na katolickiej mszy?
Biblia wyraźnie zakazuje ciągnięcia nierównego jarzma z niewiernymi.

“Nie ciągnijcież nierównego jarzma z niewiernymi; bo cóż za społeczność sprawiedliwości z nieprawością? albo co za społeczność światłości z ciemnością?” 2Kor 6:14

Ciąg dalszy w następnych postach.

Znowu te święta

22 marzec 2008, 21:37

Fot. Opiliones
Chociaż w sklepach mniejsze kolejki, to mimo to czuć wokoło “atmosferę świąt”. W pracy spowolnienie, w sąsiedztwie pustki, bo wszyscy w kościele klęczą na drodze krzyżowej. Ludzie od tego nie stają się lepsi. Wręcz przeciwnie - dochodzi religijna obłuda.
Te święta to jedna z dwóch obowiązkowych obecności katolika w kościele. Zupełnie jak kawa i wuzetka w Misiu. Co prawda większość nie bije się o Złotą Patelnię, ale mus to mus. Co najmniej dwa razy do roku trzeba zaliczyć mszę, żeby konta nie zablokowali. Zupełnie jak w Heyah.
Ludzie!
Bóg nie chce pustych rytuałów. Dla Boga liczy się to co macie w sercu, a nie na zewnątrz na pokaz dla rodziny i sąsiadów. Wobec tego co masz w sercu?

Rozmowa kwalifikacyjna

18 marzec 2008, 7:00

GorylTaka rozmowa jest pierwszym sposobem kontaktu pracodawcy z potencjalnym pracownikiem. Sam jako potencjalny pracownik szukający pracy zostałem zaproszony kilka dni temu na taką rozmowę.
Zaczęło się normalnie. Padały zwyczajne pytania w stylu „co pan robił do tej pory”, „czym się pan teraz zajmuje”, „co pan potrafi”, „czy zna języki programowania” itp. Gdyby się ograniczyć tylko do tego momentu, wszystko było by w porządku. Pani dyrektor, która przeprowadzała rozmowę spytała, czy możemy przejść do „sfery prywatnej”. Zgodziłem się i to był błąd.
- Jakie ma pan trzy największe zalety,
- Jaką ma pan największą wadę,
- Jakie jest pana największe osiągnięcie zawodowe.
Zatrzęsło mnie trochę, ale coś tam wymyśliłem. Ciężko przypomnieć sobie „osiągnięcia zawodowe”, skoro w kółko robi się to samo w robocie. To samo z „wadami i zaletami”. Jakie się ma to wiadomo, ale wydaje mi się, że pracodawcy nic do tego.
Piszę o tym, żeby zwrócić waszą uwagę na pewien problem. Mianowicie powszechnie już stosowany wpływ psychologicznych metod i chwytów na życie codzienne.
Tutaj postawiłbym pewną tezę. Tzn. taką, że im mniej atrakcyjne jest stanowisko pracy, tym więcej głupich pytań zadaje pracodawca. Dobry fachowiec nie potrzebuje odpowiadać na pytania w stylu „Jakie są pana mocne strony charakteru”. Czy jego umiejętności i doświadczenie nie powinny być wystarczające do zaprezentowania się od jak najlepszej strony?
Ciekawy jestem jakie są Wasze doświadczenia?
Fot. u_of_m

Update - 20.03.08
I tak mnie tam nie przyjęli do pracy.

GorylOstatnimi czasy nastąpił wysyp blogów, w których pisarze zaczęli rozpisywać się o seksie. Oczywiście w najgorszy możliwy sposób. Jaki?
Celowo nie chcę podawać adresów, żeby nie podnosić niepotrzebnego szumu. Dzisiaj w Top Posts kilka wpisów pod rząd traktuje właśnie o seksie. Jeśli było by to pisanie jak Pan Bóg przykazał na temat seksu, nie miał bym pretensji, ale jak to zacząłem czytać, to po prostu bebechy zaczęły się we mnie przewracać.
Ludzie piszą o swoich wynaturzeniach i dewiacjach. Naczelny cel jaki przyświeca większości takich wpisów to rozwiązłość i zboczenia. Zaraz potem jest masa opisów szukania przygodnych partnerów do seksu. Zgroza.
Ludzie - opamiętajcie się!
Fot. youngrobv

Małe podsumowanie

8 marzec 2008, 13:39

Co zrobić, żeby blog był popularny? Takie pytanie zadaje sobie chyba każdy sieciowy pisarz. Nie omija to też mnie. Znam co prawda proste sposoby zwiększenia popularności, np. pisanie o głupotkach, wrzucenie paru filmików z YouTube i interes się kręci. Czy jednak o popularność tutaj chodzi? Czy warto oglądać w internecie bzdety i tracić na to czas?
Zbliża się rocznica istnienia tego bloga. Dlatego warto zrobić małe podsumowanie.
Do dzisiaj napisano tutaj 114 wpisów, z tym włącznie. Większość z nich chętnie i gorąco komentowaliście. Cieszy mnie to bardzo, bo oznacza to, że choć trochę interesujecie się sprawami wiary. Wszystkich komentarzy było ponad 400. W tym czasie odsłoniliście ten blog prawie 23 tys. razy.
Czy to dużo czy mało? Pewnie że mało, ale zdaję sobie sprawę, że temat Boga i wiary nie jest popularny w grzesznym świecie. Stąd liczby są takie a nie inne. Pociesza tylko fakt, że ilość nie zawsze idzie w parze z jakością, a ja chciałbym widzieć chociaż jedną osobę, której życie zmieniło się dzięki temu, że czytał biblijne teksty tutaj.
Być może czyta to teraz ktoś, kto uwierzył już, że Jezus jest jego zbawicielem? Tego nie wiem, ale chętnie się dowiem.