Wakacje, urlopy

Obecnie mamy czas tzw. wakacji, w których udział przypadł także mnie. Chociaż mając trójkę dzieci ciężko mówić o wakacjach, bo od dzieci przecież nie ma wakacji. Jeżdżę po Polsce tu i tam, odwiedzam rodzinne strony, planuję wyjazd w Góry Stołowe i odpoczywam. Odpoczywam (przynajmniej staram się) także od Internetu, więc częstotliwość wpisów w najbliższym czasie może się drastycznie zmniejszyć. Jednak staram się na bieżąco odpowiadać na komentarze, więc nie ma obawy – nie pozostaną one bez odpowiedzi. Po powrocie z urlopu wrócę do pisania. Warto być na bieżąco, bo szykuję kilka ciekawych tematów.
Pozdrawiam Was serdecznie i życzę udanych wakacji
Pingwin

Pokruszenie bałwana – reakcja

balwan_onetNa forum Onetu pojawił się ciekawy komentarz na temat filmu, który znalazłem na Youtube i wkleiłem tutaj kiedyś. Na tym filmie bałwan spada na podłogę podczas katolickiego nabożeństwa, gdy jest przenoszony i panowie go niosący tracą na moment koordynację. Podczas upadku bałwanowi odpada łeb.
Na forum ktoś słusznie zauważa, że przeznaczeniem bałwana, któremu ludzie oddają cześć jest jego zniszczenie.

W Tobie siła ma..

Wściekli geje wyszli na ulice

Gejom nie podoba się, że większość mieszkańców Kalifornii jest przeciwna ich zboczeniu. Wyraziła to w referendum, opowiadając się przeciwko możliwości legalnego zawierania “małżeństw” homoseksualnych przez zboczeńców. Najbardziej agresywni z nich zostali aresztowani.
Czy to jest ta ich tolerancja? Raczej nie, bo jeśli chcą tolerancji, to ona działa w dwie strony – my tolerujemy ich, a oni tolerują nas! Tutaj jak widać nie ma mowy ani o tolerancji, ani o przyzwoitości.
Takie są niestety uroki demokracji – grupa, która najbardziej krzyczy ma największy wpływ na tchórzliwą władzę. Ta pod ich naciskiem ugina się i zatwierdza coraz to dziwniejsze ustawy. Całe szczęście demokracja czasem działa też w drugą stronę. Tak jak w przypadku Kaliforni. Widać są tam jeszcze konserwatyści, którzy nie dopuścili do legalizacji zboczenia.

Mnie wiara nie obchodzi

Tytułowe stwierdzenie można usłyszeć najczęściej od ludzi niewierzących. Niewierzącym wydaje się, że jeśli nie wierzą Bogu (w Boga), to ich problemy Boga nie obchodzą i nie są odpowiedzialni przed Bogiem za swoje postępowanie. Ludziom wydaje się, że można żyć obok Boga i Jego wtedy nic nie obchodzi. Czy aby na pewno tak jest?
Pismo Św. mówi, że “wszyscy zgrzeszyli” (Rz 3:23; Rz 5:12). To znaczy, że nie ma człowieka bez winy, a więc też bez odpowiedzialności za winę.
Wina nie była by groźna, gdyby nie groziła za nią żadna odpowiedzialność “karna”. Wina sama w sobie bez odpowiedzialności nie ma żadnej mocy dla winowajcy, jeśli nie grozi za nią żadna kara. W przypadku niewierzącego tak właśnie jest – myśli on, że jeśli nie wierzy w Boga, to nie obowiązują go Boże zasady. Jednak Bóg wyraźnie mówi w Piśmie, że dał prawo po to, żeby było jasne, co jest przestępstwem, a co nie (Rz 3:20).
Taka sytuacja podobna jest bardzo do procesu sądowego, w którym przed sądem stoi ewidentnie winny złoczyńca i usiłuje wmawiać sądowi, że jest niewinny.
Tak samo jest z większością ludzi. Wmawiają, że wierzą w Boga, a tak na prawdę to tylko słowa, bo w nic nie wierzą. Mówią tak tylko dlatego, żeby sąsiedzi i rodzina nic nie mówili.
Wg. Biblii niemożliwe jest, aby człowiek nazywający siebie “niewierzącym” mógł być z boku spraw wiary i odpowiedzialności. Jest tak dlatego, że Boże Prawo i przykazania są dla wszystkich ludzi – nie tylko tych wierzących.
To samo dotyczy odpowiedzialności i sądu nad grzechami ludzi. Bóg wielokrotnie ostrzega nas, że problem grzechu dotyczy każdego człowieka – bez wyjątku.
Z tych właśnie powodów warto zastanowić się nad swoim postępowaniem i zrewidować swój stosunek do Boga. A może czasu już na uznanie swoich win i ukorzenie się przed Bogiem?