Dziecko na smyczy
Opublikowane: 11 Maj 2007, 8:00 Filed under: społeczeństwo | Tags: dzieci, rodzina, społeczeństwo 12 Comments »Kilka dni temu na przystanku tramwajowym widziałem dziecko na ..smyczy. Tak, tak na smyczy, na takiej zwykłej psiej. Dziecko (ok.5 lat) było uwiązane na wysokości pasa, a trzymane było przez kobietę.
Nie zdziwiłbym się gdyby taki widok pojawiał się coraz częściej na naszych ulicach. Powie ktoś : “co za wyrodna matka…” , inny zakrzyknie : “odebrać jej prawa rodzicielskie” , ktoś zapyta : “a gdzie godność osoby ludzkiej”.
Oczywiście uważam że coś takiego jest nie normalne i taki “obrazek” nie budzi we mnie zachwytu. Świadczy on o bezradności i desperacji tej kobiety (nie znam się na “wieku” kobiet, więc ciężko mi stwierdzić czy była to matka czy babcia) . Warto się zastanowić czemu rodzice nie radzą sobie ze swoim pociechami, czemu tak ciężko o posłuszne dziecko, które pójdzie za nami z własnej woli, a nie z powodu smyczy. Zacznijmy od początku. Co jest naturalnym środowiskiem dziecka? Dom rodzinny czy przedszkole? Kto powinien wychowywać dzieci ? Szkolna wychowawczyni czy rodzice? Kto powinien rozmawiać z dziećmi o problemach? Pedagog szkolny czy rodzice?
Niestety, nasz świat “stoi na głowie” , rodzice dziś posyłają ochoczo dzieci do przedszkoli, szkół, a potem dziwią się że “nie mają z dzieckiem kontaktu” , “że dziecko ich nie słucha”. Mam świadomość że w naszej rzeczywistości ciężko sobie pozwolić na to, aby np. matka mogła pracować w domu, mając kontakt z dzieckiem. Ten stan jednak nie może powodować że to na szkołę czy inne placówki “oświatowe” zwalamy odpowiedzialność za wychowywanie naszych pociech.
“Takie będą rzeczpospolite, jakie dzieci chowanie” Jan Zamojski
Ps. Właśnie obejrzałem serial “Kryminalni”. Była tam oto taka scena. Główny bohater serialu komisarz Zawada otrzymuje pismo (od urzędnika państwowego) w którym jest napisane że: (cytuje z pamięci) “ma dobre relacje z synem”. Szczęśliwy tatuś “przebija piątkę” z synkiem….
Te “smycze dla dziecka” nie są nowością, gdyż występowały już w Stanach Zjednoczonych w okresie – o ile się nie mylę – wyścigu zbrojeń. Na pewno istniały już w czasach, gdy Amerykanie budowali schrony dla siebie, swoich rodzin, znajomych i sąsiadów, chcąc się zabezpieczyć przed ewentualnym atakiem z wiadomej strony.
Jednak mimo wszystko również nie popieram tego typu rozwiązanie, mające na celu przytrzymania małego przy sobie. Z widoku trzeciej osoby wygląda to na sytuację, w której dziecku wolno robić wszystko, ale matka NIE MUSI GO PILNOWAĆ, mogąć zająć się czym innym. Gdzie tu odpowiedzialność?
Kontrowersją jest jednak to, że piszesz o odsyłaniu dzieci do przedszkoli i szkół prawdopodobnie również dla tych samych celów co uwiązywanie na smyczy. Ja, ze względu na charakter pracy moich rodziców, zostałem odesłany do żłobka, przedszkola, a potem do prywatnej podstawówki, gdzie jednak kładzie się większy nacisk na wychowanie. Można by rzec, że moi rodzice nałożyli na te placówki obowiązek wychowawczy. Z tym się nie zgodzę. Powiem wiecej – te miejsca nie nauczyły mnie tak wiele jak moje własne interakcje z rodzicami. Miałem z nimi dobry kontakt w tamtych czasach, teraz – kiedy mam lat dwadzieścia – i nie zapowiada się, by nasze stosunki się pogorszyły.
Chociaż może i miałeś intencję pisać o patologiach… w takim wypadku nie będę się kłócił. Dopowiem zaś jedynie, że konsekwencje odbijają się nie tyle na relacjach w rodzinie, co na relacjach między takim młodocianym na całe społeczeństwo.
Bardzo ciekawe spostrzeżenie, ale szczerze mówiąc wydaje mi się, że przyczyną takiego stanu rzeczy nie jest przedszkole czy szkoła, tylko po prostu niewłaściwe wychowywanie dziecka – brak karności i brak bliskości. Gdyby to było, przedszkole i szkoła nie zaszkodziłyby zbytnio.
Pozdrawiam serdecznie!
Smycz.. dosyć kontrowersyjne, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że zobaczyłeś to w miejscu publicznym. Osobiście z takimi przypadkami się jeszcze nie spotkałem, ale ciekaw jestem, czy ów kobieta ma wszystkie klepki na swoim miejscu.
Pozdrawiam!
Ciekawe ilu z was ma dzieci;)
Ja mam 4 -ke
Nie mam problemow wychowawczych z nimi
Jednak moje druga corka poprostu ucieka. Pierwsza idzie rowno przy nas na spacerze
Dzieci ktore sa krzywdzone wbrew pozorom nie uciekaja od rodzicow tylko trzymaja sie blisko nogi rodzica i sa niepewne siebie.
Moja droga corka poprostu wybiega na ulice, nie majac jeszcze swiadomosci ze to czyms grozi (3.5roku). Oczywiscie mozna
- napominac (malo skuteczne)
- lac w pupe ( niezalecane)
- dla bezpieczenstwa ograniczyc – smycz
- albo pozwolic jej wpasc pod samochod ;(.
Co na to rodzice? dokonuja ronych wyboro i wszystkie sa uprawnione
NHL
do NHL :
” – lac w pupe ( niezalecane)” – “niezalecane” przez kogo?
…a ja się pytam co znaczy “wybory uprawnione”?
witam
weszłam na tę stronkę przypadkiem i jak zobaczyłam zbawiony twoje zbulwersowanie widokiem dziecka na smyczy,to pomyślałam sobie że nie masz do czynienia wogóle z dziećmi.Dołączę tutaj do NHL.Też mam dzieci :2 córki.Teraz nie mam z nimi problemów wychowawczych,ale ta młodsza jak była malutka to właśnie dla jej bezpieczeństwa prowadziłam ją czasami na smyczy.We wózku też była na szelkach bo gdyby nie to,to często by wypadała.Wszystkiego była ciekawa.Zrozum że niektóre dzieci są po prostu nadpobudliwe i prawie nie mamy na to wpływu.Teraz ta moja żywsza córka jest w pierwszej klasie jest bardzo zdolnym dzieckiem, ale wszędzie jej pełno nie potrafi usiedzieć na jednym miejscu 5 min ale na szczęście nie potrzebuje być teraz prowadzona na smyczy. życzę ci spokojnego dziecka bo z nadpobudliwym chyba byś sobie nie poradził
Pozdrawiam Ania
ejże Aniu
nie byłem zbulwersowany, byłem tylko zaskoczony gdyż widziałem coś takiego pierwszy raz.
a póki co to życz mi “spokojnej” żony.
Moi drodzynie rozumien dlaczego smycze dla dzieci was tak bulwersują. Widok, fakt w naszym kraju jeszcze bardzo żadki, jednak taka smycz to naprawde genialny wynalazek. Dziecko ma swobodę ruchów a matka spokojna glowę ze nie wyskoczy jej na ulicę. Zresztą smycze takie są często polecane przez psychologów dziecięcych, poczytajcie troche literatury na ten temat a doiero potem krytykuje.
Smycze nas bulwersują, bo smycze stosuje się dla zwierząt a nie dla ludzi!
W tym “genialnym” wynalazku chyba chodzi właśnie o tzw. święty spokój matki. Najlepiej jeszcze jakby dziecko było na baterie, to można by je wyłączać gdyby było zbyt ruchliwe.
Ufaj psychologom, to wyjdziesz na tym jak Zabłocki. My kierujemy się Słowem Bożym a nie ludzką mądrością. To jest nasza literatura.
smycz dla dziecka jest po prostu nową formą pilnowania ich! nie mam jeszcze dzieci, ale jestem pewna ze jak bede je miala to kupię taką smycz, zeby moje np. dopiero co chodzące dziecko mogło bezpiecznie swobonie sie kolo mnie poruszac, jak np bede robila zakupy w supermarkecie. wybaczcie, ale widok zgubionych dzieci mnie bardziej przeraża niż widok dziecka na smyczy – to tak jakby było w chodziku, nosidełku czy na rękach. a taki wynalazek jest po prostu wygodny! i nie jest to odbieranie godności ludzkiej, tylko wysoka troska rodziców o swobodę, a zarazem bezpieczeństwo maleństwa! oraz stabilizacja jego pierwszych kroków
PS jak ja byłam mała czesto w zimie rodzice wsadzali mnie do sanek – przywiązywali roznymi szelkami zebym nie wypadła i wozili ze sobą po sniegu oczywiscie – dla mnie to była frajda, a dla nich spokój, ze nie wypadne i nic mi sie nie stanie!
smycz dla dziecka jest po prostu nową formą pilnowania ich! nie mam jeszcze dzieci, ale jestem pewna ze jak bede je miala to kupię taką smycz, zeby moje np. dopiero co chodzące dziecko mogło bezpiecznie swobonie sie kolo mnie poruszac, jak np bede robila zakupy w supermarkecie. wybaczcie, ale widok zgubionych dzieci mnie bardziej przeraża niż widok dziecka na smyczy – to tak jakby było w chodziku, nosidełku czy na rękach. a taki wynalazek jest po prostu wygodny! i nie jest to odbieranie godności ludzkiej, tylko wysoka troska rodziców o swobodę, a zarazem bezpieczeństwo maleństwa! oraz stabilizacja jego pierwszych kroków
Wyobraź sobie tłum ludzi, jakis festyn, pielgrzymka cokolwiek – taka smycz jest mega przydatna, żeby pociechy po prostu nie zgubić!!!!
PS jak ja byłam mała czesto w zimie rodzice wsadzali mnie do sanek – przywiązywali roznymi szelkami zebym nie wypadła i wozili ze sobą po sniegu oczywiscie – dla mnie to była frajda, a dla nich spokój, ze nie wypadne i nic mi sie nie stanie!