Archiwa miesięczne: Maj 2007

Strajkują lekarze, kolejarze, nauczyciele

W ciągu mniej więcej ostatnich dwóch tygodni słyszy się o strajkach. Można nawet odnieść wrażenie, że wszyscy strajkują. To sprawka mediów oczywiście, które żerują i żyją z sensacji, więc i tym razem nie odpuszczają.
Zaczęło się od lekarzy i służby zdrowia.
Podejście do lekarzy można mieć dwojakie. Po pierwsze- za normalną pracę należy się godziwa zapłata. Tak mówi Pismo Święte:

„…Godzien jest robotnik zapłaty swojej…” Łk 10,7; 1Tm 5,18

Właściwie trudno tutaj dyskutować. Jest praca- należy się zapłata.
Inaczej sprawa wygląda z punktu widzenia podatnika, bo te grupy zawodowa są na garnuszku państwa, czyli naszym. Za każdą podwyżkę pensji nauczyciela, kolejarza, lekarza płacimy wszyscy z podatków. Sztuczne twory jakimi są państwowe szpitale, koleje i szkoły nie są firmami w kapitalistycznym pojęciu. Nawet jak wypracują jakieś zyski to nijak się ma do konkurencji, bo często takiej nie ma. Takie instytucje nie utrzymały by się na wolnym rynku zbyt długo.
Tak naprawdę strajki mogą gospodarce wyjść na dobre. Warunek podstawowy to kompletne bankructwo tworów spowodowane strajkami. Nasi lekarze i inni ich budżetowi koledzy nieświadomie mogą przyczynić się do prawdziwego uzdrowienia ich molochów. Jeśli będą w nieskończoność strajkować to pogłębią tym samym i tak już kolosalne długi. To spowoduje przez jakiś czas zwiększenie dopłat z budżetu (czytaj dokradzenie z naszych kieszeni). Z pewnością jednak przyjdzie czas, że nie będzie już z czego dopłacać. Wtedy nastąpi krach systemu
„opieki zdrowotnej” i innych socjalistycznych potworów- pijawek. Rządzący zostaną zmuszeni do sprywatyzowania usług medycznych, nauczycielskich, kolejarskich.
Inna sprawa- te słowa kieruję do strajkujących- panowie i panie! Nie ma przymusu pracowania w słabo opłacanych zawodach. Płacą wam za mało? Zmieńcie zawód! Przekwalifikujcie się. Zdobędziecie lepiej płatne posady w prywatnych firmach. Wtedy spróbujcie zastrajkować. Ciekawe ile potrwałby strajk.

Reklamy

Kraj magistrów

Zastanawiając się od jakiegoś czasu nad mechanizmami funkcjonowania rynku pracy doszedłem do kilku ciekawych wniosków.
Od kilku lat na polski rynek pracy wypuszczanych jest z wyższych uczelni tysiące młodych ludzi z papierkami. Większość z nich myśli, że ów papierek jest dla nich przepustką do szczęścia. Wydaje im się, że teraz to już pracodawcy będą walić do nich drzwiami i oknami. Rzeczywistość o ostatki wolnego rynku brutalnie weryfikują ten stereotyp. Co jest przyczyną takiego stanu rzeczy?
Z pewnością nie większość z tych ludzi. Przecież prawie każdy z nich myśli tak w dobrej wierze, mając nadzieję, że tak będzie jak jemu się wydaje.
Winien jest system. System kształcenia młodzieży jest tak skonstruowany, żeby popychać ich do wyścigu szczurów. Od przedszkola dzieciom wbijane są do głów socjalistyczne bajki o tym, że wszyscy równi, każdy będzie miał pracę itd. Państwowy, przymusowy system edukacyjny w ogóle nie bierze pod uwagę tego, że każdy człowiek jest inny, a więc każdy ma inne zdolności i predyspozycje. Tymczasem szkołą rządzi program i żeby się paliło i waliło, to nauczyciel musi go zrealizować.
Jak ma go dobrze realizować, skoro jego założenia są złe. Złe dlatego, że uczą każde dziecko tego samego, a wiadomo że nie wszyscy będą naukowcami a niektórzy z ledwością opanują podstawowy materiał. Moje zdanie? – i bardzo dobrze!!
Każdy powinien opanować taki materiał i taką jego ilość do jakich ma dar od Boga. Bóg nie udzielił każdemu socjalistycznie po równo. Jedni mają więcej a inni mniej talentów. Tak po prostu jest.
Społeczeństwo przesiąknięte jest myśleniem z epoki realnego socjalizmu. Polega ono w skrócie na tym, że wykształcenie daje gwarancję zdobycia dobrej pracy. Inną poważną konsekwencją takiej nauki jest duszenie cech potencjalnych biznesmenów, przywódców. Cechy takich ludzi to wiadomo- odwaga, ryzyko (pozytywne) itp. Ideałem systemu jest robotnik etatowy, którego podstawowym hasłem życiowym powinno być: „nie wychylać się”. Nie powinien za bardzo ryzykować, pracować cichutko na etacie niczym nie ryzykując. Idąc dalej- taki człowiek jest wręcz idealnym elektoratem dla lewicy.
Czy chcemy aby nasze dzieci wyrastały na ciemną masę sterowaną przez system i oddane władzy media?
W Polsce panuje przekonanie, że do dobrych dochodów potrzebny dyplom. Ja mówię- nieprawda! Znam kilka osób, które z ledwością skończyły zawodówkę, a teraz ich firmy dobrze prosperują i zatrudniają w nich swoich kolegów- magisterków.
Jeśli byśmy stosowali podejście wolnościowe do tej sprawy, szybko przekonalibyśmy się, że z naszych dzieci wyrasta duża liczba odważnych młodych ludzi. Być może to jest też metoda zerwania z niewolnictwem w jakim przychodzi nam żyć. Jest maj może czas na przewrót majowy?
W ostatnim czasie do powyższych faktów dochodzi jeden – masowa emigracja. Pisałem o tym niedawno.
Dla przykładu- dużo z moich młodszych kolegów ani myśli studiować. W planie mają co najwyżej maturę i wyjazd za granicę. Niektórzy mówią, że już na drugi dzień po maturze.

Wszystkie religie prowadzą do Boga

Wszystkie religie prowadzą do Boga – ta teza zyskuje coraz więcej zwolenników i wyznawców na całym świecie, jeszcze do nie dawna taki pogląd w Kościele Katolickim uważany był za herezje – mało kto wie że do 1961 roku (a więc do Soboru Watykańskiego), Kościół Katolicki modlił się o „o nawrócenie wiarołomnego żydostwa na jedyną prawdziwą wiarę …”. Dziś publiczne propagowanie tych słów to „znieważanie ludności żydowskiej” za co grozi wyrok skazujący (przekonał się o tym w tym roku pewien mieszkaniec wschodniej Polski).

Znany teolog katolicki ks.Hryniewicz uważa że „piekło jest puste..” , zapytajcie się przypadkowo napotkanego księdza czy ateiści będą zbawieni. Większość odpowie że tak. Podobne przykłady mógłbym mnożyć i nie dotyczyły by one tylko katolicyzmu, także wśród protestantów znajdzie się wielu wyznawców zawartej w tytule „prawdy”.

Jak na tym tle należy traktować słowa Jezusa Chrystusa o „szerokiej bramie prowadzącej na potępienie”?
Za kogo uznać św.Pawła czy innych apostołów, którzy przekazywali naukę Jezusa?

Czy byli to „fanatycy religijni”, „ludzie chorzy z nienawiści”, „homofobi”, „ludzie nienawidzący innych wiar i religii”, „ciemniacy”, „faszyści”?
To tylko niewielka cześć określeń z którymi spotykają się prawdziwi wyznawcy Jezusa Chrystusa głoszący te same nauki co Jezus i apostołowie 2000 lat temu.
Czy przesłanie Jezusa Chrystusa : „Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie” (ew.Jana 14,6) już się zdeaktualizowało?

Patrioci – czy istnieją w Polsce

Patriotyzm (łac. patria = ojczyzna) ? postawa szacunku, umiłowania i oddania własnej ojczyźnie oraz chęć ponoszenia dla niej ofiar. Charakteryzuje się też przedkładaniem celów ważnych dla ojczyzny nad osobiste, a często także gotowością do poświęcenia własnego zdrowia lub życia. Patriotyzm to również umiłowanie i pielęgnowanie narodowej tradycji, kultury czy języka.

Tak mówi Wikipedia. Co z tego ideału zostało w nas- Polakach? Czy warto być patriotą w dzisiejszych czasach?
Masa pytań się rodzi na ten temat. Może wogóle nie warto zajmować się tym tematem?
Do napisania tego wpisu skłoniła mnie trochę sprawa masowej emigracji Polaków, o której pisałem kiedyś.
Zacząłem prawie jak Pospieszalski:-).
Osobiście bardzo dawno nie słyszałem w zwykłej rozmowie z kimś tego słowa – „patriota”. Chyba ostatnio było to na polskim w szkole, przy okazji lektur z cyklu obowiązkowych.
W nie tak dawnych czasach, szczególnie ucisku dla narodu, słychać było dużo o patriotyźmie. Zabory, wojny, komunizm odcisnęły, co by nie mówić swoje piętno. Nawet nie tak dawna „transformacja ustrojowa” też dawała okazję do wykazania się patriotyczną postawą. Przez transformację rozumiem zmianę socjalizmu sowieckiego na socjalizm europejski, który mamy teraz, a który ustalono przy okrągłym stole. Słychać było o bohaterach narodowych w stylu Wałęsy albo innego Michnika czy Kuronia. Czy robili dobrze, czy źle to temat na inny wpis, ale stereotyp Polaka jako walczącego z kosą na sztorc patrioty siedzi w naszych polskich głowach do dziś.
Ciśnie się pytanie „czy warto było” być patriotą. Walczyć z okupantem, narażać często życie dla Polski? Na pewno, ale stwierdził bym, że dużo z tych wysiłków jest dzisiaj marnowana.
Marnujemy, a konkretnie rządzący nami marnują, wysiłki przodków robione po to, aby nam dać w prezencie coś, co nazywa się wolnością. Tutaj dochodzimy do istotnej kwestii. Mianowicie (to moja opinia) wszelkie wysiłki patrioty powinny być nakierowane właśnie na wolność. Pielęgnowanie kultury i tradycji narodowych wydają się tutaj mało ważne w obliczu swobody, jaką powinien się charakteryzować sprawiedliwie rządzony kraj.
Cechy patriotyczne przejawia właśnie ten, kto o wolność walczy. Mam tutaj na myśli wolność gospodarczą, religijną i osobistą. Każdy powinien mieć prawo do robienia z sobą co chce. Wolność nie oznacza swawoli jak to Owsiak głosi – „róbta co chceta”, ale wolność w decydowaniu i ponoszeniu konsekwencji tych decyzji.
Niestety polskie państwo tej wolności daje bardzo mało. Dlatego każdy, kto czuje w sobie patriotę powinien walczyć o wolność, a szczególnie gdy jest prawdziwie wierzącym.
Co jest prawdziwym źródłem wolności? Odpowiedź- Pan Jezus Chrystus. On prawdziwie wolnym może uczynić każdego kto weń uwierzy.

A przetoż jeźli was Syn wyswobodzi, prawdziwie wolnymi będziecie. Jana 8:36

Czy jestem patriotą? W rozumieniu wikipedycznym na pewno nie. W rozumieniu biblijnym zdecydowanie tak, z tym że moją ojczyzną, której cele przedkładam nad własne jest niebo.

Aleć nasza rzeczpospolita jest w niebiesiech, skąd też zbawiciela oczekujemy, Pana Jezusa Chrystusa. Filipian 3:20

Dziecko na smyczy

Kilka dni temu na przystanku tramwajowym widziałem dziecko na ..smyczy. Tak, tak na smyczy, na takiej zwykłej psiej. Dziecko (ok.5 lat) było uwiązane na wysokości pasa, a trzymane było przez kobietę.

Nie zdziwiłbym się gdyby taki widok pojawiał się coraz częściej na naszych ulicach. Powie ktoś : „co za wyrodna matka…” , inny zakrzyknie : „odebrać jej prawa rodzicielskie” , ktoś zapyta : „a gdzie godność osoby ludzkiej”.

Oczywiście uważam że coś takiego jest nie normalne i taki „obrazek” nie budzi we mnie zachwytu. Świadczy on o bezradności i desperacji tej kobiety (nie znam się na „wieku” kobiet, więc ciężko mi stwierdzić czy była to matka czy babcia) . Warto się zastanowić czemu rodzice nie radzą sobie ze swoim pociechami, czemu tak ciężko o posłuszne dziecko, które pójdzie za nami z własnej woli, a nie z powodu smyczy. Zacznijmy od początku. Co jest naturalnym środowiskiem dziecka? Dom rodzinny czy przedszkole? Kto powinien wychowywać dzieci ? Szkolna wychowawczyni czy rodzice? Kto powinien rozmawiać z dziećmi o problemach? Pedagog szkolny czy rodzice?

Niestety, nasz świat „stoi na głowie” , rodzice dziś posyłają ochoczo dzieci do przedszkoli, szkół, a potem dziwią się że „nie mają z dzieckiem kontaktu” , „że dziecko ich nie słucha”. Mam świadomość że w naszej rzeczywistości ciężko sobie pozwolić na to, aby np. matka mogła pracować w domu, mając kontakt z dzieckiem. Ten stan jednak nie może powodować że to na szkołę czy inne placówki „oświatowe” zwalamy odpowiedzialność za wychowywanie naszych pociech.

„Takie będą rzeczpospolite, jakie dzieci chowanie” Jan Zamojski

Ps. Właśnie obejrzałem serial „Kryminalni”. Była tam oto taka scena. Główny bohater serialu komisarz Zawada otrzymuje pismo (od urzędnika państwowego) w którym jest napisane że: (cytuje z pamięci) „ma dobre relacje z synem”. Szczęśliwy tatuś „przebija piątkę” z synkiem….

Kult ciała

Ze zjawiskiem zwanym „kultem ciała” spotykamy się już praktycznie na każdym kroku. Na sile przybiera ono szczególnie w mediach i chyba najlepszym przykładem jest rynek reklam. Nagość i seksualne podteksty można spotkać w każdej gazecie, telewizji a także w internecie. Agencje reklamowe przebijają się między sobą kto pójdzie dalej w tym wyścigu degeneratów. Czytaj dalej