Archiwa miesięczne: Październik 2009

Święto Reformacji

Dzisiaj, 31 października przypada rocznica dnia, w którym Marcin Luter (katolicki zakonnik) przybił na drzwiach kościoła w Wittenberdze swoje 95 tez. Tezy te miały na celu zreformowanie zdegenerowanego już wtedy kościoła katolickiego. Handel odpustami w katolicyźmie przelał u Lutra czarę goryczy i ten powiedział „dosyć tego!”.
Swoją drogą, to ciekawe, że w polskiej Wikipedii temat potraktowany jest bardzo płytko. Dowodem tego jest m.in. przedstawienie tam tylko kilku z 95 tez Lutra. Szatan widać dba o to, żeby ludzie nie dowiedzieli się o tym co bolało zakonnika.
Zgadzam się z poglądem, że Lutrowi nie wszystko wyszło tak jak planował. Zostało mu kilka heretyckich doktryn, ale jedno jest pewne – Bóg aż do dzisiaj, za sprawą Lutra zmienił pół świata przez swoją doskonałą Ewangelię.
Jak już pisałem kiedyś – nie jestem wrogiem katolików, ale nie oznacza to że mam akceptować i wierzyć w wasze doktryny i dogmaty! Katolicka linia obrony na moje zarzuty co do tej religii zawsze jest jedna – znieważyć i oczernić. Wiedzie jedno – mnie to nie zraża! Wiem, że tak samo Jezus cierpiał obelgi i obiecał je tym, którzy w Niego uwierzą.
Zdjęcie zapożyczyłem z Wikipedii

Reklamy

Bóg mi pomaga

Tym razem chciałem napisać o tym jak w trudnych sytuacjach zachowują się ludzie – w tym ja czasem niestety. Wiadomo, że ludzie brną bardzo często w różne złe sytuacje. Czy to w domu i rodzinie, czy w pracy – nie ma to większego znaczenia. Chciałem zwrócić uwagę na to, że w rozwiązaniu trudnych sytuacji ludzie liczą na siebie, albo na pomoc innych. Przejawem tego „naturalnego” zjawiska jest wmawianie sobie – „dasz radę, bądź silny”.

Wiecie – odkąd się nawróciłem, rozumiem dokładnie mój stan przed Bogiem i moją sytuację życiową. Wiem, że jestem potwornym grzesznikiem i nie ma dnia, żeby mój grzech nie obrażał Pana Boga. Taka postawa oczywiście spowodowana jest Bożą interwencja i nazywa się pokutą. Nie ma ona nic wspólnego z pokutą w katolickim wydaniu. Prawdziwa pokuta z grecka znaczy Μετάνοια (metanoia). Oznacza zmianę myślenia, a nie biczowanie się po plecach po spowiedzi. Człowiek pokutując rozumie kim jest i zmienia swoje podejście do dotychczasowego życia. Wtedy dopiero Bóg może go zbawić.

Kiedyś i ja u czyniłem ten krok, uznając siebie za wrednego grzesznika. Od tamtej pory mam w Bogu oparcie. Jednak w sytuacjach, kiedy zapominam o Nim, licząc na własne siły, jakoś nic się nie udaje, nic nie idzie tak jak zaplanowałem. Co gorsza dotyczy to każdej dziedziny mojego życia. Ale jeśli z rana przed trudnym dniem zwrócę się do Boga z prośbą o pomoc i prowadzenie, On pomaga mi. Nawet w ciężkich chwilach zachowuję spokój i wtedy przypomina mi się od razu, że Pan jest wtedy ze mną i trzyma mnie za rękę. Wierzcie mi – nie jest to fantazja. To jest właśnie praktyka chrześcijańskiej wiary!

Tak więc jeśli będziemy szukać siły w sobie, na nic się to zda. To zadziała, ale tylko do pewnego stopnia. Czas działa na naszą niekorzyść i „mocne postanowienia” z czasem słabną, żeby całkiem zaniknąć. Wtedy życie wraca do swojego starego trybu.

Zatem polecam wszystkim zaufanie Bogu. Recepta znajduje się tutaj.

Życie ciężkie jest

Rozwój technologii (elektronika, telekomunikacja, informatyka) miał z założenia ułatwić ludziom życie. Sam długi czas także wierzyłem w to bardzo uproszczone założenie. Owszem, nie możemy nie doceniać korzyści płynących z tego, że np. w każdej chwili sięgamy po komórkę i dzwonimy do bliskich. Nawet ostatnio jakoś taniej.
Na nasze nieszczęście kij informacyjny ma dwa końce. Ten drugi koniec to negatywne, uboczne skutki ery informacyjnej. Jesteśmy zewsząd zalewani informacjami. Telewizja, reklamy, prasa, strony www, emaile – to wszystko, mnie przynajmniej, przyprawia o ból głowy. Najgorsze w tym jest to, że niecierpliwi i narwani ludzie wykorzystują te środki przeciwko nam. Jak wysyłają do ciebie maila, to żądają natychmiastowej odpowiedzi, choć byś był na Biegunie Polarnym. Ludzie żyją szybko i wymagają takiego tempa życia od nas. To samo komórki – jak na urlopie nie wyłączysz, to dzwonią i zawracają głowę w stylu – „gdzie są śrubki M3”. Takich przykładów można mnożyć bez końca.
To jest niestety efekt uboczny epoki informacyjnej. Wiek XX był epoką pary i elektryczności, epoką industrialną. Wiek XXI opiera się na czymś innym – na wymianie informacji, stąd nazwa „epoka informacyjna”. Cóż – można temu zaradzić. Np. odbierać maile raz dziennie, a w najgorszym wypadku kilka razy dziennie w ustalonych godzinach. Można do tego przyzwyczaić ludzi i nawet ci najbardziej niecierpliwi z czasem uczą się, że nie warto nas ponaglać, bo i tak na maila odpowiemy np. wieczorem. To samo z telefonami. W dni wolne od pracy po prostu go wyłączamy. Przynajmniej na te chwile, w których chcemy mieć spokój. Najlepiej jest też ograniczyć szum informacyjny. Zwłaszcza z mainstreamowych mediów, bo tam 99% informacji jest bezużytecznych i niczego do naszego życia nie wnosi. Wiadomo, że jakieś informacje o świecie trzeba mieć, więc nie wolno popadać w skrajności, ale warto chociaż zastanowić się nad tym co się czyta i ogląda (słucha).
Zaoszczędzony czas można poświęcić rodzinie, albo jeszcze lepiej Bogu i poszukiwaniu Jego woli.

Chrześcijanie z głową w chmurach

Czy Chrześcijanie powinni śledzić aktualne światowe wydarzenia. Nie od dziś wiadomo, że większość informacji o świecie czerpiemy z mediów, a ja często spotykam wierzących braci, którzy w rozmowie wykazują poglądy niemalże identyczne z tymi z wiadomości telewizyjnych czy pierwszych stron gazet. Wiem, że nie robią tego celowo. Najczęściej wychodzi, że prawie nigdy nie zastanawiali się nad (dla mnie) oczywistymi związkami światowych wydarzeń i informacji o nich w mediach, z proroctwami i prawdą objawioną w Biblii. Mam tutaj na myśli wydarzenia czasów końca, zwanych czasem ‚czasami ostatecznymi’.
W polskich realiach wiadomo już od czasów komuny, że telewizja kłamie. Kłamała wtedy, kłamie teraz i kłamać będzie póki istnieje. Stąd, przynajmniej dla mnie, płynie prosty wniosek, że nie należy wierzyć w to, co telewizja mówi. W zasadzie podobna sytuacja jest z gazetami, ale że poczytność ich spada dramatycznie, to weźmy pod uwagę portale. Te największe (jak np. TVN24.pl) są w rękach tych samych właścicieli co telewizje czy gazety. Dlaczego właściciele mieli by podawać w telewizji nieprawdę, a w Internecie akurat prawdę?
Właśnie! A chrześcijanie żyjący pośród nas bez zastanowienia wierzą sobie w to co na tacy poda Onet, Interia, czy inne badziewie.
Czasem warto zastanowić się chwilę nad tym co się słyszy w mediach. Szczególnie nad tym na ile dana informacja jest użyteczna dla mnie, mojej rodziny itp.
Ostatnio analizowałem dużo takich wiadomości i doszedłem do wniosku, że jedyną informacją z mediów, która osobiście dla mnie ma znaczenie to PROGNOZA POGODY! i to nie zawsze, jedynie wtedy, kiedy np. z dziećmi chcę pojeździć rowerami. Wtedy ta informacja ma znaczenie, bo jak nie spojrzę na pogodę, to mogę wrócić mokry.
Telewizja wmawia ludziom kłamstwa – a to że kryzys w Polsce – ja go osobiście nie widzę, a to że świńska grypa – też jakoś ludzie nie przewracają się dookoła z powodu chorób.
Przykładów jest mnóstwo, a wniosek jeden – bracie i siostro! – Nie wierz we wszystko co podają media i analizuj informacje, które media ci podają.